Archiwum 23 grudnia 2003


gru 23 2003 Świeta, świeta...
Komentarze: 0

Znowu świeta, jakos nie pałam do nich sympatią...Nie przepadam za spotkaniami z rodzinką i tekstami: "Ąle urosłaś", i naciąganie moich i tak juz wyraźnych policzków. Jednak są też dobre strony Świąt, nie chodzimy do szkoły, możemy spać do południa i siedzieć do nocy...

Obiecałam komuś, że wpisze kolejny wiersz. Według mojej polonistki jest on apoteozą ludzkiego zycia, trudu i patriotyzmu, checi powrotu do domu, ojczyzny. A tak na prawde to jest on o małej mrówce, która chodziła sobie pomiędzy płytkami chodnika, a reszte jej historii sobie wymyslilam, no procz jej tragicznej śmierci - przypadkiem zdeptalam ja.

Zachecam do lektury, i może do jakis komentarzy. Prosze, bierzcie pod uwage, że pisząc go mialam 13 lat...

"Mrówka"

Ucieka.

Ucieka ludzkimi ulicami.

Ucieka przed ludzkimi stopami.

Ucieka małymi mrówkowymi chodnikami.

                           Ucieka do natury.

                           Ucieka w las.

                           Ucieka do domu,

                           By zobaczyc go jeszcze raz.

Jest.

Jest wsród traw.

Przed sobą widzi staw.

Widzi swój dom.

Widzi swój las.

                          Wnet mała-wielka stopa

                          Rzuca nad jej głowę cień.

Ucieka.

Ucieka w dal.

NIe zdązyła.

Mała-wielka stopa wyznaczyła jej kres.

Skończył sie chodnik mrówkowy.

Zakończył sie dzień.

bellezze : :